Sztab Lewicy zaparkował na zakazie

W trakcie kampanii wyborczej dochodzi do wielu sytuacji, które mogą budzić wątpliwości. Ostatnio sztab kandydatki Lewicy, Magdaleny Biejat, zaparkował w miejscu, gdzie parkowanie jest zabronione. To zdarzenie wywołało wiele dyskusji na temat stosunku lewicy do samochodów i parkowania.
Nie jest tajemnicą, że lewicowa ideologia często krytykuje samochody jako symbol problemów ekologicznych. Użytkowników aut określa się jako „kierowców”, a ich postrzeganie w świecie polityki bywa dość stereotypowe. Taka argumentacja przywodzi na myśl absurdalne porównania, jak nazywanie kogoś „operatorem windy” tylko dlatego, że wjeżdża do pracy windą. Lewica promuje idee o oddaniu miast w ręce ludzi, ograniczaniu parkowania oraz walce z nielegalnym parkowaniem, co brzmi bardzo zachęcająco.
Niestety, rzeczywistość często weryfikuje te postulaty. Wspomniana sytuacja dotyczyła busa, który przywiózł niezbędny sprzęt do prowadzenia kampanii – m.in. namioty i mikrofony. Choć teoretycznie można pokusić się o transport tych rzeczy rowerem, w praktyce okazuje się to trudne, dlatego sztab skorzystał z busa, który zaparkował na zakazie.
Podczas jednego z publicznych wystąpień, kandydatka Biejat została zapytana o zaparkowany na zakazie samochód. Z pewnym zażenowaniem odpowiedziała, że auto stoi tylko na chwilę. Niestety, czasem „na chwilę” oznacza dużo dłużej, jak w przypadku 20 minut, co tylko potwierdza, że zasady dotyczące parkowania mogą być łatwo ignorowane, gdy sytuacja tego wymaga.
Wobec tego można zadać pytanie – czy osoby namawiające do walki z nielegalnym parkowaniem powinny same stosować się do regulacji? Może warto zastanowić się, czy w takim przypadku nie lepiej by było po prostu zalegalizować nieregulowane parkowanie, co przyniosłoby ulgę wielu kierowcom. Choć pomysł kpiarski, to jednak jest w nim ziarno prawdy, pokazujące hipokryzję w stosunkach między teorią a praktyką środków, które sama lewica promuje.